Wyobraź sobie, że Twój dom spłonął. Doszczętnie. Wzywasz straż, dzwonisz na policję, dzwonisz do ubezpieczyciela. I dopiero wtedy, stojąc przed zgliszczami, dowiadujesz się, że suma ubezpieczenia, którą wpisałeś siedem lat temu, wystarcza na pokrycie połowy kosztów odbudowy.
Nie ma w tym nic nielegalnego. Ubezpieczyciel wypłaci dokładnie tyle, na ile go ubezpieczyłeś. Ani złotówki więcej.
Co mówią liczby
W 2025 roku Rzecznik Finansowy odnotował 1 138 wniosków o interwencję dotyczących ubezpieczeń mienia osób fizycznych. O 18% więcej niż rok wcześniej. Za większością z nich stało identyczne rozczarowanie: odszkodowanie nie wystarczyło na naprawienie szkody.
W raporcie Rzecznik wymienia trzy główne przyczyny tych sporów:
– pierwsza: nieprzejrzysta konstrukcja ubezpieczeń.
– druga: pobieżna analiza potrzeb klienta przy zawieraniu polisy.
– trzecia, najczęstsza: suma ubezpieczenia nieadekwatna do wartości nieruchomości.
To jest właśnie niedoubezpieczenie. I jest w Polsce nagminne.
Jak to działa w praktyce
Przy drobnych szkodach niedoubezpieczenie często nie boli. Ubezpieczyciel wypłaca odszkodowanie i sprawa się zamyka. Problem pojawia się tam, gdzie szkoda jest poważna – pożar, powódź, całkowite zniszczenie dachu. Wtedy suma ubezpieczenia staje się górną granicą wypłaty.
Masz dom, którego odbudowa kosztowałaby dziś 700 000 zł. Ubezpieczyłeś go na 400 000 zł, bo tyle wpisałeś przy zakupie polisy kilka lat temu. Pożar niszczy budynek doszczętnie. Dostajesz maksymalnie 400 000 zł. Brakujące 300 000 zł pokrywasz z własnej kieszeni.
Większość właścicieli domów dowiaduje się o tym dopiero wtedy, gdy dzieje się coś złego. Wcześniej nikt im o tym nie powiedział.
Dlaczego sumy są za niskie
Weźmy Zieloną Górę jako przykład. Aktualne ceny nowych mieszkań u deweloperów dochodzą do 10 000 zł za metr kwadratowy. Na rynku wtórnym są powyżej 8 000 zł. Realne koszty odbudowy domu, uwzględniając dzisiejsze ceny materiałów i robocizny, przekraczają 8 000 zł za metr. Dla domu o powierzchni 150 m² to ponad 1 200 000 zł. Tymczasem wiele polis wystawionych kilka lat temu opiewa na połowę tej kwoty albo mniej.
Polisa stała w miejscu. Koszty odbudowy nie.
Mechanizm jest prosty: kupujesz dom, ubezpieczasz go i wpisujesz kwotę, którą podajesz intuicyjnie, albo bierzesz z wartości zakupu sprzed kilku lat. Polisa odnawia się automatycznie, rok po roku, a suma ubezpieczenia pozostaje niezmieniona. Nikt jej nie aktualizuje, bo nikt nie wpadł na pomysł, żeby zapytać.
Po kilku latach masz polisę, która chroni Cię na papierze, w rzeczywistości – tylko częściowo.
Rzecznik Finansowy wskazuje jeszcze jeden problem, często pomijany – ruchomości domowe, czyli meble, sprzęt AGD, elektronika, rzeczy codziennego użytku. Przy zawieraniu polisy suma na ruchomości jest ustalana na chybił trafił. Nikt nie robi przeglądu tego, co faktycznie jest w domu i ile to kosztuje. A przy poważnej szkodzie, gdy zniszczone zostaje wyposażenie, różnica między sumą ubezpieczenia, a rzeczywistymi stratami potrafi być bolesna.
Wartość rzeczywista kontra odtworzeniowa
Tutaj znajduje się kolejna pułapka, która zaskakuje przy likwidacji szkody.
Wiele polis domowych przewiduje wypłatę według wartości rzeczywistej, czyli wartości zniszczonej rzeczy w dniu szkody, po uwzględnieniu jej amortyzacji. W praktyce oznacza to, że im starsza rzecz, tym mniej dostaniesz, niezależnie od tego, ile kosztuje jej dzisiejszy odpowiednik.
Przykład. Telewizor kupiony trzy lata temu za 10 000 zł. Dziś taki sam model kosztuje w sklepie 5 000 zł – to jest wartość odtworzeniowa, czyli kwota potrzebna do zastąpienia sprzętu równoważnym. Ale Twój telewizor ma już trzy lata i jest zamortyzowany, więc ubezpieczyciel wycenia go na 2 500 zł. Tyle dostajesz. Sklep nie sprzeda Ci używanego telewizora za 2 500 zł, musisz dopłacić z własnej kieszeni.
Wariant wypłaty według wartości odtworzeniowej działa inaczej – dostajesz te 5 000 zł, czyli kwotę realnie wystarczającą na zakup równoważnego sprzętu. Co ważne: wybór między tymi wariantami nie zmienia wysokości składki. Zmienia tylko to, ile dostaniesz, gdy coś się stanie.
Rzecznik wprost apeluje o popularyzację polis w wariancie odtworzeniowym. Klienci po prostu rzadko o tym wiedzą, bo nikt im nie wyjaśnił różnicy przed podpisaniem umowy.
Co z tym zrobić
Zacznij od prostego pytania: na jaką kwotę ubezpieczony jest Twój dom? Kiedy ostatnio ktoś weryfikował, czy ta suma jest aktualna?
Jeśli polisa ma trzy, pięć, siedem lat, prawie na pewno suma ubezpieczenia nie odpowiada dzisiejszej wartości nieruchomości. Koszty odbudowy rosły, ceny materiałów rosły, stawki robocizny rosły. Polisa stała w miejscu.
Przy tej okazji warto też spojrzeć na ruchomości. Czy suma na wyposażenie domu odzwierciedla to, co faktycznie jest w środku? Sprzęt AGD, meble, elektronika – faktyczna wartość ruchomości jest dużo wyższa, niż się wydaje, kiedy zliczy się ją w spokoju.
I na koniec, sprawdź, w jakim wariancie wyceny masz zapisane ruchomości. Przy starszych sprzętach i meblach różnica między wartością rzeczywistą, a odtworzeniową może zaważyć na tym, czy po szkodzie możesz wrócić do normalnego życia, czy siedzisz z dziurą w budżecie.
Niedoubezpieczenie nie boli przy płaceniu składki. Boli przy wypłacie.
Masz pytania dotyczące swojej polisy? Wiesz, gdzie mnie znaleźć.


