O mnie
To był czysty przypadek.
1999 rok. Przyszedł do mnie agent, żeby zapisać mnie do OFE. Na końcu rozmowy zapytał, czy nie chciałbym spróbować sprzedaży ubezpieczeń.
Ja? Sprzedawać? Byłem ostatnią osobą, która powinna to robić.
Ale przemyślałem temat, poszedłem na szkolenie i zostałem agentem. Początki nie były łatwe — dostałem porządnie w …. Nauczyłem się jednak jednej rzeczy, której żadne szkolenie nie uczy.
Zrozumiałem, po co naprawdę są ubezpieczenia.
Kilka miesięcy po starcie zadzwonił do mnie klient. W jego domu wybuchł gaz w kotłowni. Żona była w środku — w nieodpowiednim czasie i miejscu. On sam był na zewnątrz i nie zdążył wejść.
Klientka przeżyła. Bez większych urazów fizycznych. Do dziś, z tego co wiem, nie schodzi do kotłowni.
Tamtego dnia przestałem myśleć o ubezpieczeniach jak o produkcie. Zacząłem myśleć o nich jak o czymś, co działa wtedy gdy wszystko inne przestaje działać.
Od tamtej pory minęło 26 lat. Takich historii było więcej. Każda przypomina mi dlaczego tu jestem.
Nie mam klientów. Mam partnerów.
Nie stosuję technik sprzedaży. Nie narzucam rozwiązań. Rozmawiam z ludźmi po imieniu — bo tak się rozmawia z partnerami, nie z klientami.
Jeśli moja oferta ma sens — współpracujemy. Jeśli nie — powiem Ci to wprost i ewentualnie wyślę tam, gdzie znajdziesz lepsze rozwiązanie.
Zaczynałem jak wszyscy — cold calling, telefony do nieznajomych, pukanie do drzwi. Ale z biegiem czasu moje podejście się zmieniało. Od ponad 20 lat nie dzwonię do nikogo kto mnie nie zna. Wszyscy klienci przychodzą z polecenia albo znajdują mnie sami — przez Google, gdzie od lat jestem w pierwszej trójce wyników z największą liczbą opinii 5.0 w Zielonej Górze.
Uważam, że dobra robota broni się sama.
Pracuję z pięcioma towarzystwami.
Allianz, Ergo Hestia, Generali, PZU, Warta.
Nie jestem związany z żadnym z nich bardziej niż z pozostałymi. Wybieram to, co ma sens dla konkretnej osoby w konkretnej sytuacji — nie to, co akurat przynosi wyższą prowizję.
A poza ubezpieczeniami?
15 kwietnia 2026 roku przeprowadziliśmy się z żoną na drugi koniec świata — i nie żałujemy ani jednego dnia. Wolność, klimat, przyjazne państwo, niskie podatki, dużo zieleni. Zaczynam pracę w nocy lokalnego czasu, kończę o dziesiątej — w Polsce jest wtedy piętnasta. Cały dzień do dyspozycji.
Z żoną rozmawiamy godzinami — to nam się nigdy nie nudzi. Wcześniej biegałem, majsterkowałem w ogrodzie, czytałem. Mam jedno niespełnione marzenie — zbudować własną flotę okrętów wojennych w skali. Może kiedyś.
Prowadzę firmę zdalnie, obsługuję polskich klientów z drugiego końca świata — i to się świetnie sprawdza.
Chcesz porozmawiać?
Krótka rozmowa. Żadnych zobowiązań. Konkretna odpowiedź.

Tyle o mnie – teraz posłuchaj innych
212 osób wystawiło mi ocenę 5.0 w Google. Kilka z nich napisało coś, co zapamiętałem na długo.